Artykuły

Na moje dziecko nic nie działa!

Codziennie prowadzę konsultacje z rodzicami, którzy poszukują wsparcia w znalezieniu porozumienia ze swoimi dziećmi. Zawsze zakładam, że są u mnie po to, by spróbować czegoś, czego dotychczas nie próbowali. Aby tak się stało, pytam, co dotychczas sprawdzili, jakich metod użyli, by pomóc sobie i swojej rodzinie.

“Próbowałam kar na komputer, ale to nie pomaga, on jest tylko bardziej wściekły…”;

“Nagrody – za każde posprzątanie pokoju, za podzielenie się z bratem, za zjedzenie przy stole…pani rozumie, zorientowałam się, że zaraz zbankrutuję i tak się nie da!”;

“Próbowałam tłumaczyć…dużo ze sobą rozmawiamy, ale to naprawdę nie działa. On mnie słucha, przytakuje, a później i tak zrobi swoje”;

“Och, a czego nie próbowałam…ostatnio już jej powiedziałam, że jak przyjedzie policja zabrać ją do domu dziecka, to ja im pomogę, bo nie mam sił”;

“Ostatnio już ignoruję….pani rozumie, z bezsilności. Trudno, co ma być, to będzie. Dopóki sama tego nie zrozumie, nie mogę nic zrobić…”

“Pokazuję emocje. Płaczę, krzyczę, mówię, że mi przykro. To nie działa”;

“Ustalam zasady. Jasno i klarownie, jak mówię nie, to znaczy nie. To nie działa.”

Mogłabym wymieniać bez końca. Jako Rodzice dajecie z siebie wszystko, szukacie pomysłów. Próbujecie, sprawdzacie. Doświadczacie przy tym wielu trudnych emocji. I mówicie “na moje dziecko nic nie działa!”.

Co się za tym kryje? Dlaczego tak jest? Co może być powodem? W tym artykule opiszę Ci trzy możliwe powody, podczas webinaru omówię ich więcej.

Powód pierwszy
NIE DBASZ O SWOJE EMOCJE, NIE ZAPEWNIASZ SOBIE WSPARCIA.

Brzmi górnolotnie, prawda? Kto ma czas zastanawiać się nad tym, ile snu potrzebuje mama? Kiedy ostatnio odpoczęła TAK, JAK LUBI? Kto zastanawia się nad tym, kiedy ostatnio mama była w domu sama ze sobą? Kiedy spędziła wieczór z mężem? Kiedy ostatnio nie musiała zastanawiać się, kto zjadł obiad, komu podać tran, jaki prezent kupić na urodziny kolegi córki?

To trudne, ale bez względu na obszar trudności dziecka, zmiany nie zajdą, dopóki rodzice nie poczują się lepiej. Zmęczony rodzic prędzej czy później wraca do starych, znanych, automatycznych schematów  w domu. Wprowadzanie zmian wymaga energii, zatem o tę energię, o minimum zapasu trzeba zadbać. Bez tego nic się nie uda. Zmęczony Rodzic podejmie kilka prób, które jako wstęp do zmiany prawdopodobnie zostaną przez dziecko odrzucone i z braku sił na więcej powie “na moje dziecko nic nie działa.”

Powód drugi
PRZECENIASZ MOŻLIWOŚCI SPECJALISTY.

To bardzo częste. Wiele już próbowałaś, z bezsilności odłożyłaś jednak niemałe pieniądze, przemyślałaś to sto razy, umówiłaś się na konsultację. Usłyszałaś kilka cennych uwag, doszłaś do cennych wniosków, czujesz się przez chwilę lepiej, bo wierzysz, że teraz wszystko będzie inaczej. Nagle czujesz, że masz jakiś pomysł i wiesz, co robić. Trwasz w tej euforii jeszcze kilka dni, bo przecież teraz wszystko się zmieni….aż nagle orientujesz się, że to nie działa. A może nawet działa, ale nie tak szybko. To poprostu nie wystarcza. I nie, nie piszę tego artykułu biznesowo. Ja poprostu mam pewność, że potrzeba kilku, a czasami nawet kilkunastu spotkań. Ja wiem, że zmiana schematów w rodzinie jest trudna i wymaga czasu. Nie ma możliwości, by specjalista jednym spotkaniem zmienił Twoje życie. Nie ma magicznych psychologicznych sztuczek, które mogłabym Wam przekazać na jednym spotkaniu. Ani ja, ani nikt inny.

Są również obszary, których nawet najlepszy psycholog nie “ruszy”. Kiedy słyszę “moje dziecko jest zbyt chaotyczne”, “moje dziecko jest zbyt gadatliwe”, “jej nic nie smakuje”, “on nie lubi dzieci” mam jasność, że jedyne, co mogę zrobić, to wesprzeć rodzica, który ma trudność w akceptacji niektórych cech dziecka i pomóc rodzicowi te cechy w sobie pomieścić – by zyskał pewność, że możemy swoje dzieci kochać nad życie, a jednocześnie czuć niechęć do niektórych ich cech. Nie spowoduję jednak, że dziecko stanie się bardziej energiczne lub zacznie mniej mówić. Nie zmienię jego preferencji żywieniowych, a z introwertyka nie zrobię ekstrawertyka.

Bywa też, że interwencja jest szalenie trudna, ponieważ nośnikiem trudności dziecka jest jeden rodzic, a osobą pragnącą zmiany jeest drugi rodzic. Nie jest to sytuacja bez wyjścia, natomiast jest to obszar wymagający bardzo dużo uważności. Specjalista ma wtedy bardzo trudne zadanie, dlatego potrzebuje czasu i zaangażowania ze strony rodzica pragnącego zmiany. Bowiem zasada zawsze jest taka sama – sukces oddziaływań specjalisty jest w dużej mierze zależny od klienta który do niego przychodzi.

Powód trzeci.
BARDZIEJ UFASZ METODOM WYCHOWAWCZYM, NIŻ SOBIE.

Jestem psychologiem, matką, kobietą, człowiekiem. Jak każdy – mam swoje obciążenia, trudności, ograniczenia, dni bezsilności i chwile, w których zupełnie brak mi pomysłu. Zdarza się, że unoszę się bardziej, niż bym tego chciała, ignoruję ze zmęczenia lub śmieję się, choć nie powinnam. I to jest mój powód do pracy nad sobą. Każdą książkę o wychowaniu czytam filtrując ją przez siebie i traktując ją jak swój własny rozwój – nie drogę do osiągnięcia celu, jakim ma być idealne dziecko lub co gorsze – idealna mama. To nie metody wychowawcze wychowują nasze dzieci, tylko my. Jeśli przestajesz karać swoje dziecko, bo chcesz to przetestować, prawdopodobnie niewiele się zmieni. Jeśli jednak przestajesz karać, bo ufasz, że odwet nie jest tym, czego potrzebujecie i chcesz grać z dzieckiem do jednej bramki – brak kar będzie efektywny. Jeśli odzwierciedlasz emocje, bo tak należy – Twoje dziecko wyczuje fałsz. Jeśli mówisz “widzę twój smutek synku”, bo rzeczywiście ten smutek współodczuwasz – to Wam na pewno pomoże. A kiedy nie masz pojęcia o co mu chodzi, możesz mu o tym powiedzieć i to też jest w porządku. Jeśli unosisz się, bo jesteś zła na swoje dziecko, a później je przeprosisz, bo być może nie powinnaś była krzyczeć, ale cholernie Ci zależy na tym małym człowieku i nie umiałaś tego opanować – to jest to lepsze, niż ciągłe zaciskanie zębów w imię “skutecznych metod wychowawczych”.

Podejmuję ryzyko mówienia o tym, ponieważ mam wrażenie, że jako rodzice często zapominamy, że jesteśmy bardzoważni dla naszych dzieci. One nas kochają, mieszczą w sobie nasze mocne i słabe strony, wybaczają, czekają na nas nawet wtedy, kiedy się nas boją. Nasze dzieci zawsze w nas wierzą. Gdybyśmy przyjęli otwarcie ten obraz siebie, być może okazałoby się, że stać nas na szczery spokój, szczerą złość i szczery śmiech. Siedzenie na podłodze nie miałoby miejsca w imię odhaczenia “wspólnej zabawy”, a w imię dostarczenia sobie pięknej bliskości i pogody ducha. Byłoby nam łatwiej odmawiać, kiedy czujemy, że nie chcemy spełniać tej konkretnej zachcianki dziecka.

Metody wychowawcze są wartościowe, nie podważam tego. Piszę o tym, że mają służyć naszemu rozwojowi, a nie spowodować, że wszyscy będziemy inni, niż jesteśmy – a mam wrażenie, że trochę w tę stronę idzie dzisiejsze podejście do wychowania dzieci.

Jeśli ten temat wydaje się być dla Ciebie ważny i ciekawy, zapraszam Cię na webinar, który odbędzie się 14 stycznia o godz. 20:30. Będzie to refleksyjne spotkanie ze mną.

Podczas webinaru:

  • opowiem o wszystkich znanych mi powodach, króre wpływają na przekonanie, że na Twoje dziecko nic nie działa;
  • otrzymasz refleksyjne workbooki, dzięki którym będziesz wejść w Nowy Rok z nieco inną energią;
  • nie zaleję Cię kolejnymi sugestiami co jeszcze musisz i powinnaś zmienić 😉

Do zobaczenia!

Autorka artykułu: Agnieszka Maliszewska